
Partycja Janekankit: Szkoła z piernika, czyli jak odbudować partnerstwo z rodzicami – bez moralizowania i bez „pogadanek”
W bloku poświęconym lokalności i społeczności w edukacji pojawiła się opowieść, która trafia w samo sedno dzisiejszych wyzwań szkoły: jak odbudować partnerstwo z rodzicami i otoczeniem bez kolejnych apeli, zebrań i deklaracji. Wystąpienie Patrycji Janek-Ankit na IV konferencji „Liczymy się dla edukacji” pokazuje, że najskuteczniejszą drogą bywa wspólne działanie, w którym każdy ma swoją rolę, a relacje rodzą się „przy okazji” pracy nad czymś konkretnym.
Punktem wyjścia jest doświadczenie dobrze znane wielu osobom w szkole. Z jednej strony rośnie świadomość, że rodzice są nie do pominięcia w systemie edukacji. Z drugiej pojawia się stres, dystans i przekonania, które łatwo przejąć z otoczenia: z rodzicami „trzeba twardo”, „trzeba ich sobie wychować”, lepiej trzymać granicę i nie dopuszczać za blisko. W tle działa jeszcze jedna potrzeba: chęć skupienia się na swoim przedmiocie i „samej dydaktyce”, bez dokładania kolejnych ról.
Ważną częścią wystąpienia stanowi rama „Teaching as Collective Leadership” wypracowana w środowisku Teach for All, oparta na doświadczeniach nauczycieli i liderów edukacji z 60 krajów. Zmiana zaczyna się od celu – ale cel nie ma być narzucony jednostronnie. Powstaje w partnerstwie uczniów, nauczycieli, rodzin i lokalnej społeczności. Ma być zakotwiczony w historii, kulturze i wartościach miejsca, a jednocześnie korzystać ze sprawdzonych praktyk i świadomości globalnych trendów.
Model prowadzi do celu czterema ścieżkami:
-
uczniowie jako liderzy – rozumiani jako osoby, które uczą się sprawczości, poznają siebie, próbują, mylą się i wracają do działania,
-
społeczność jako źródło siły – bo edukacja nie dzieje się w próżni, a współpraca z rodzicami, instytucjami, NGO i samorządem może stać się realnym zasobem,
-
nauczyciele jako uczący się – także przez oduczanie się nawyków, które kiedyś wydawały się standardem, a dziś bywają nieadekwatne,
-
zmiana systemowa – wychodząca poza jedną klasę i jedną szkołę.
Najmocniej wybrzmiewa konsekwencja tej logiki: „wynik” edukacji nie zaczyna się od wyników testów. Na pierwszym miejscu staje dobrostan i bezpieczeństwo ucznia, potem wspólnota, samoświadomość i sprawczość. Dopiero na końcu pojawia się mistrzostwo rozumiane jako kompetencje twarde. Ten układ nie unieważnia wiedzy, ale ustawia ją we właściwej kolejności: rozwój poznawczy ma szansę utrzymać się i rosnąć dopiero wtedy, gdy działa fundament relacyjny.
Z tej perspektywy łatwiej zrozumieć, dlaczego projekt „Szkoła z piernika” zadziałał tak szeroko. Idea jest prosta: zbudowanie z ciasta piernikowego budynku szkoły lub innego ważnego miejsca z lokalnej mapy. W praktyce to nie piernik jest celem, tylko wspólnota, która powstaje w trakcie przygotowań. Zanim pojawi się pieczenie, pojawia się zbieranie planów budynku, praca z historią, mierzenie, projektowanie, liczenie, prototypowanie. W działania wchodzą uczniowie, nauczyciele i – co kluczowe – rodzice. W kolejnych edycjach dołączają także osoby z lokalnych instytucji, których budynki stają się przedmiotem projektu: ośrodka kultury czy ośrodka pomocy społecznej. Dzięki temu szkoła przestaje być zamkniętym światem, a uczniowie zaczynają rozumieć, do czego służą miejsca, obok których przechodzą codziennie.
Skala rośnie z roku na rok. Najpierw jedna szkoła, potem kolejne placówki i kolejne budynki. Po trzech edycjach w projekt włączyło się ponad 20 szkół i przedszkoli z całej Polski, a wpływ objął tysiące uczniów i liczne grono rodziców, nauczycieli i partnerów lokalnych. Trudno opowiadać o tym wyłącznie w kategoriach „produktów”, bo najważniejsze okazują się relacje: międzypokoleniowe spotkania w szkole, wspólne budowanie, sytuacje, w których uczeń i nauczyciel stają obok siebie w roli współtwórców, a nie nadawcy i odbiorcy.
Wystąpienie pokazuje też, jak wygląda sprawczość „w wersji prawdziwej”, a nie deklaratywnej. Pojawiają się pomyłki, braki, improwizacje – i właśnie to czyni projekt edukacyjnie cennym. Błąd nie zamyka tematu, tylko uruchamia myślenie i działanie. Wątek refleksji domyka metoda „5 razy dlaczego”: sens projektu nie wynika z efektownego budynku, tylko z procesu – z tego, że łatwiej się poznać, współpracować, uczyć się od siebie i traktować szkołę jak wspólne miejsce, a nie instytucję „po dwóch stronach barykady”.
Dodatkowy, mocny element stanowi wątek współpracy z biznesem. Pada proste spostrzeżenie: firmy chcą wchodzić do szkół, a szkoły potrzebują partnerów – także finansowo. W praktyce może to działać dwutorowo: przez dzielenie się doświadczeniem oraz przez wspieranie projektów. Przykład z deweloperem finansującym działania pokazuje, że współpraca nie musi sprowadzać się do logotypów. Może tworzyć przestrzeń rozmowy, spotkania i pytań, na które zwykle brakuje miejsca – nawet tak trudnych jak te o realiach rynku mieszkaniowego.
W drugiej części pojawia się jeszcze jeden ważny sygnał: wystarczą dwa dobrze zaprojektowane zaproszenia rodziców do szkoły, by uruchomić energię do wspólnego działania. Tak powstała rozszerzona wersja projektu – escape room przygotowany wspólnie z rodzicami, z zadaniami, stacjami i aktywnościami dla uczniów. To nie „dodatkowa atrakcja”, tylko kolejny sposób budowania więzi poprzez sensowną współpracę.
Warto obejrzeć całość nie dlatego, że to historia „ładnego projektu”, ale dlatego, że w pół godziny pojawia się gotowy, praktyczny model myślenia o partnerstwie w edukacji. Bez patosu, bez presji idealności, z bardzo czytelną puentą: lokalność i społeczność w szkole nie robią się od haseł. Robią się od wspólnych, konkretnych działań, w których uczniowie, rodzice i nauczyciele mają powód, żeby być razem.
17 lutego 2026
Dołącz do nas na
Zobacz również
